- Było pięknie, ale i ryzyko spore – wspomina na gorąco po powrocie do Bydgoszczy Jarosław Surwiło-Bohdanowicz, uczestnik kajakowej wyprawy na Lofoty.
Bydgoszczanin i Tomasz Kuśmierek – jego towarzysz z Gdańska – opłynęli norweski archipelag Lofotów, zostawiając za sobą około 350 km.
Kajakarze wspominają bezludne wyspy za Kręgiem Polarnym, wielkie fale i pływy morskie. Z duszą na ramieniu przepłynęli wody, na których występują najgroźniejsze na świecie wiry zwane Malstraum.
- Norwedzy dziwili się, że wyprawiamy się na tak burzliwe wody na kajakach – mówi pan Jarosław. – A już zupełnie nie mogli pojąć, że płynęliśmy przez Malstraum. Te wiry są w stanie wciągnąć nawet duży kuter rybacki.
Kajakarz dodał jednak, że bacznie obserwowali wodę, by zanadto nie zbliżać się do wirów. Walczyli też z silnymi wiatrami spadającymi z wierzchołków skalistych gór.
Ich relacja już wkrótce na łamach „Pomorskiej”.
(M)
Źródło: Gazeta Pomorska
