Trasa rowerowa w Killarney National Park w Irlandii

Bearna an Choimín – rowerem przez irlandzki Park Narodowy Killarney

Moja trzecia wizyta w Irlandii była w dużym stopniu wynikiem przypadku. Tanie loty do Cork, pozwalające wyskoczyć na weekend majowy bez brania urlopu, stanowiły właściwie główny powód, dla którego zdecydowałam się akurat na ten kierunek.

Po szybkim przejrzeniu mapy, na cel wyjazdu wytypowałam Park Narodowy Killarney położony na rubieżach „czarnych gór” Na Cruacha Dubha (Macgillycuddy’s Reeks). Początkowo miał to być wypad typowo trekkingowy, jednak jedyne wzniesienie, jakie było w zasięgu potencjalnej wędrówki wymagałoby długiego marszu wzdłuż szosy tylko po to, by zaliczyć krótkie, godzinne podejście i ruszyć z powrotem tą samą drogą. Ostatecznie zrezygnowałam z pomysłu zdobywania szczytu i całkowicie zmieniłam koncepcję wyjazdu decydując się na wynajęcie roweru w jednej z lokalnych wypożyczalni.

Planując trasę nie wiedziałam, jaką maszyną będę dysponować, ani jaka nawierzchnia czeka mnie na niektórych partiach szlaku, przygotowałam więc wariant ostrożny – z umiarkowanym dystansem i przewyższeniami (ok. 800 m wzniesień na 60 km) oraz zapasem czasu na ewentualne przeszkody terenowe. Na miejscu otrzymałam jednak bardzo przyzwoity rower crossowy Meridę Crossway 100, a cały szlak okazał się lekki, przyjemny i w całości do zrobienia w siodle. Droga wiodła przeważnie asfaltem i szutrami, więc rower crossowy okazał się w zupełności wystarczający. Jeśli zdecydujesz się pokonać tę trasę rowerem elektrycznym, możesz śmiało pokusić się o jej wydłużenie. Dzięki wspomaganiu bez problemu poradzisz sobie z dłuższymi podjazdami i będziesz mieć więcej energii na podziwianie niezwykłych widoków, które oferuje ten region.

Wycieczkę rozpoczęłam od przejazdu przez Park Narodowy Killarney, przecinając go ze wschodu na południowy zachód i poruszając się wzdłuż malowniczych, polodowcowych Jezior Killarney – Loch Léin (Lough Leane), Loch Mhucrois (Muckross Lake) i An Loch Uachtarach (Upper Lake). Połyskliwe lustra wody odbijające chmury i okoliczne wzniesienia rzadko ginęły mi z oczu, co jakiś czas jednak szlak zagłębiał się w gęsty, ciemny las, pełen starych dębów o powykręcanych konarach pokrytych mchem i porostami.

Te magiczne lasy, stanowiące pozostałość dawnej irlandzkiej puszczy, za każdym razem wywierają na mnie niesamowite wrażenie. Warte uwagi okazały się także ruiny franciszkańskiego opactwa z krużgankami otaczającymi ogromne, stare drzewo rosnące na wewnętrznym dziedzińcu.

Po opuszczeniu ostatniego z rezerwatów, obejmującego lasy Derrycunnihy, pozostał mi jeszcze podjazd wzdłuż rzeki do odludnej i zacisznej doliny Com Uí Dhuibh (Black Valley), a potem niezbyt intensywna wspinaczka na przełęcz Bearna an Choimín (Gap of Dunloe). Dalej był już głównie widokowy zjazd drogą obrośniętą żółtymi krzewami kolcolistu i meandrującą przez długą dolinę z kwitnącymi rododendronami i malowniczymi jeziorami wyłaniającymi się kolejno spomiędzy wznoszących się po obu stronach wzniesień.

Na koniec skierowałam się z powrotem do Killarney, by zobaczyć północną część parku narodowego i objechać półwysep Ross z jego mokradłami, ruinami XIV-wiecznego zamku położonymi na brzegu rozległego jeziora Loch Léin (Lough Leane) i lasami wyściełanymi dywanami białych kwiatów czosnku niedźwiedziego przeplatanymi niebieskimi dzwonkami hiacyntowców.

Po uraczeniu się wiosennym krajobrazem Irlandii pozostało mi już tylko oddać rower i zniknąć w miejskich uliczkach udając się na zasłużoną pintę Guinnessa.